Szlak Dolnoślązaczek – odzyskana herstoria Dolnego Śląska


Olga Szelc: W listopadzie 2025 podczas V Dolnośląskiego Kongresu Kobiet, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Dolnośląski Kongres Kobiet, można było po raz pierwszy zobaczyć wystawę #SzlakDolnoślązaczek. Ale herstoria tej ekspozycji zaczęła się wcześniej, bo mowa o niej była już w 2024 na IV Dolnośląskim Kongresie Kobiet. Wtedy zapowiadałyście jej przygotowanie, opowiadałyście o pomyśle w czasie debaty. Jakie były początki projektu i co stało się przez rok tak, że udało się ją zmaterializować?


Magdalena Dyderska: 2025 to był rok, w którym działo się wiele rzeczy. Z Wiolettą Samborską – jako reprezentujące Fundację na Rzecz Równości i jednocześnie jako członkinie Stowarzyszenia Dolnośląski Kongres Kobiet – napisałyśmy kilka projektów, aby pozyskać środki na realizację Szlaku Dolnoślązaczek, między innymi także stworzenie tej wystawy. Niestety, okazało się, że nie jest to proste. Mimo dużego wkładu pracy i wysiłku, nasz projekt nie zyskał zrozumienia i nie otrzymał finansowania. Doszłyśmy więc do wniosku, że jako Fundacja musimy ruszyć z miejsca i zacząć od czegoś prostszego, a więc właśnie od przygotowania wystawy. Po to, aby właśnie przy jej pomocy zainicjować odkrywanie i promowanie herstorii, która na Dolnym Śląsku jest bardzo bogata i złożona. Nie ukrywam, że byłyśmy też zainspirowane spotkaniami z Tobą i Twoją książką My, kobiety z Teatru Kalambur. Herstorie. Ta opowieść pokazała, jak mało jest nadal w przestrzeni przekazów o kobietach i o tym, ile kobiety wniosły w budowanie kultury, społeczności, tożsamości Wrocławia i Dolnego Śląska.

W debacie, w której zresztą także uczestniczyłam w czasie IV Dolnośląskiego Kongresu Kobiet, pojawiły się bohaterki z Barda, z okolic Kłodzka i tak dalej. Czasem już znane, a czasem jeszcze nierozpoznane, ale bardzo ciekawe postacie.

Razem z Wiolettą Samborską miałyśmy już  doświadczenie po projekcie Akademii Liderek Turystyki i wiedziałyśmy, że tych miejsc, które można herstorycznie opisać na Dolnym Śląsku, jest naprawdę bardzo dużo. Chciałyśmy więc wydobyć kobiety z zapomnienia. I właśnie po tej rozmowie w 2024 roku doszłyśmy do wniosku, że nie chcemy odpuszczać tego tematu. Po pierwsze: kto, jeśli nie my, a po drugie – trzeba to zacząć robić, zacząć działać. W międzyczasie – również na IV Dolnośląskim Kongresie Kobiet – poznałyśmy Lucynę Cwiach – Rysującą Rękę. Widząc jej prace, zrozumiałyśmy, że nasza wystawa musi się wyróżniać nie tylko merytorycznie, ale także wizerunkowo. Musi być nowatorska i oryginalna po to, aby przyciągać uwagę różnych odbiorczyń i odbiorców, aby promować nie tylko imiona i nazwiska kobiet, ale też przestrzeń, w której działały bądź działają.

Wioletta Samborska: Herstoria to moja pasja. Kilkanaście lat temu, podczas wizyty w Science Museum w Londynie, przeszłam przez ekspozycję poświęconą historii nauki. Setki nazwisk, a wśród nich zaledwie kilka (precyzując, znalazłam 4!) nazwisk kobiet. Uderzyła mnie ta dysproporcja i luka w dziejach, bo – moim zdaniem – nie wynikała z historii, tylko z decyzji o tym, kogo uznajemy za godnego_ą pamięci. Kilka lat później ten sam problem wrócił na naszym lokalnym podwórku. Jako Fundacja na Rzecz Równości, wspólnie ze Stowarzyszeniem Dolnośląski Kongres Kobiet i Gazetą Wyborczą we Wrocławiu, zorganizowałyśmy Quiz Dolnoślązaczek, najpierw z okazji stulecia praw wyborczych Polek, a później, w czasie pandemii, w wersji online. Quiz miał być zabawą, a okazał się testem naszej zbiorowej wiedzy. Wyszło wtedy, jak niewiele wiemy o kobietach, które współtworzyły historię naszego regionu.

#SzlakDolnoślązaczek wyrasta właśnie z tych doświadczeń i potrzeby uzupełniania opowieści o Dolnym Śląsku o bohaterki, które były obecne w lokalnych społecznościach, kulturze, nauce i działaniach społecznych, ale rzadko trafiały do oficjalnych narracji. Na trochę ten temat odłożyłyśmy. Jednak – mam wrażenie – że zabierając się za niego ponownie w 2024 r. dojrzałyśmy do niego, szczególnie czasowo. Zrobiłyśmy próbę uporządkowania pamięci i oddania kobietom należnego miejsca w historii regionu. Uzbierałyśmy w Fundacji część własnego finansowania, Stowarzyszenie Dolnośląski Kongres Kobiet i Departament Różnorodności wrocławskiego Urzędu Miejskiego dołożyły swoją część, za co jesteśmy wdzięczne. Kluczowe jest dla mnie też to, że portrety tych wybitnych Dolnoślązaczek zgodziła się stworzyć Lucy. Dzięki oryginalnej formie artystycznej projekt się wyróżnia. Teksty pisze Marta Soja-Bochenek, czyli bardzo doświadczona ekspertka marketingowa. Stworzyłyśmy więc #SzlakDolnoślązaczek na bazie naszej wiedzy, doświadczeń i kompetencji, pokazując światu 23 wybitne bohaterki, żyjące i te, których już z nami nie ma. To projekt, z którego jesteśmy bardzo dumne. I to na pewno jest część pierwsza. Bo oczywiście mamy już kolejne plany.

Wystawa Szlakiem Dolnoślązaczek na Dolnośląskim Kongresie Kobiet 2025. Aktualnie wystawa gości w Sejmie RP, a można na niej zobaczyć aż 23 niewykłe Dolnoślązaczki.


Lucyna wcześniej przygotowała i przemieszczała się po Polsce z projektem Buntowniczki, więc chyba nie mogło być lepiej?

Lucyna Cwiach
: Już w czasie pierwszej rozmowy z Magdą i Wiolettą na IV Dolnośląskim Kongresie Kobiet mówiłam, że Dolnoślązaczki to jest dla mnie naturalny temat, naturalny kontekst tego, co robiłam w projekcie Buntowniczki. Bo w ramach pierwszej wystawy są także lokalne herstorie. Podkreśliłam też to, że chciałabym pokazywać mniej znane kobiece postaci. Zresztą kilka kobiet, które pojawiły się w Szlaku Dolnoślązaczek współistnieje także w Buntowniczkach. To jest po prostu kontynuacja tematu.

Takie wyjście od herstorii globalnej do lokalnej?

To się zawsze przeplata. Najpierw więc rozmawiałyśmy na IV Dolnośląskim Kongresie Kobiet, a potem spotkałam Wiolettę Samborską w Świdnicy podczas zorganizowanego tam po raz pierwszy Dnia Różnorodności we wrześniu 2025 roku. Zapytała mnie, czy zdążę narysować dwadzieścia portretów kobiet na 29 listopada tego samego roku, czyli na planowany wtedy V Dolnośląski Kongres Kobiet? Odpowiedziałam, że oczywiście, dam radę. Byłam bardzo podekscytowana tym projektem i od razu się zgodziłam.

Pracujesz dość specyficzną metodą, mocno ikonograficzną, która nie tylko przedstawia daną osobę, ale też kontekst jej działań. Tworzysz mapę pamięci.

To jest metoda, która pochodzi z myślenia wizualnego. Myślenie wizualne to przedstawianie treści przy pomocy prostych rysunków. Ma to być coś, co z jednej strony przyciąga uwagę, z drugiej – pozwala szybko zapamiętywać. Jedną z technik, którymi się posługuję, jest sketchnoting, czyli łączenie obrazu z tekstem. Stworzyłam własny termin: portrety sketchnotingowe, czyli na przykład tworzę wizerunek Dolnoślązaczki, a wokół niego buduję narrację w chmurkach, zamieszczając tam najważniejsze informacje o przedstawianej postaci.

Twoja metoda kojarzy mi się z powieściami graficznymi, z komiksem. Myślę, że to dobry sposób, aby dotrzeć z przekazem do młodszych widzek i widzów.

Zależało nam na tym, żeby to był projekt, który będzie miał walory edukacyjne i który może zostać dobrze przyjęty przez młodzież. Bo to nie jest tradycyjnie: zdjęcie i ściana tekstu, ale forma łatwo przyswajalna i atrakcyjna wizualnie.

Portret Teresy Chmury-Pełech, architektki i urbanistce, która już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia projektowała miasta z myślą o ludziach i naturze. Bardziej jest chyba znana jako pierwowzór postaci Janiny Duszejko z powieści noblistki Olgi Tokarczuk.



Jeśli zamierzenie było takie, że to ma być coś świeżego i intrygującego, to sądzę, że się udało. 

Magdalena Dyderska
: Ze względu na nowatorską formę i treść, chciałyśmy najpierw pokazać tę wystawę na V Dolnośląskim Kongresie Kobiet. Chciałyśmy sprawdzić, jak wystawa zostanie przyjęta, jakie pojawią się pytania. Bardzo nas ucieszyło, że przyszły młode odbiorczynie i bardzo były zainteresowane wystawą. Robiły zdjęcia, kręciły rolki, pytały, niekiedy po raz pierwszy dowiadywały się o niektórych postaciach. Jesteśmy bardzo wdzięczne Stowarzyszeniu Dolnośląski Kongres Kobiet, które tę wystawę współfinansowało i dało jej przestrzeń na Kongresie. Wystawa teraz idzie w świat, zainteresowanie jest spore. A opowieść o Dolnoślązaczkach nie jest w związku z tym sprawą skończoną, to jest jej pierwsza odsłona.

Wioletta Samborska: Na całość naszego #Szlaku złożyło się na pewno kilka rzeczy: po pierwsze fakt, że są to dzieła Lucy, czyli oryginalna forma portretów. Po drugie, nie boję się tego użyć, nasza autorska z Magdaleną Dyderską, forma prezentacji tych bohaterek, czyli na symbolicznych wieszakach. To też mocno przykuło uwagę. Ponadto ważne było to, że na wernisażu wystawy były obecne żyjące bohaterki, które mogły odpowiedzieć o sobie i swoich dokonaniach. Fragmentami zrobiła nam się „żywa biblioteka”. Takie nietypowe podejście do #Szlaku zdecydowanie zachęciło odwiedzające osoby do zgłębienia tematu. Co nas oczywiście bardzo ucieszyło i tak, jak już wspominałyśmy, zmotywowało do dalszej pracy.

Na Kongresie w listopadzie 2025 pojawiły się oczywiście Kobiety z całego Dolnego Śląska, czy wobec tego zdarzały się pytania: jestem z danej miejscowości, czy wystawa mogłaby do nas przyjechać?

Tak, oczywiście, były takie pytania – na miejscu i po Kongresie. Byłyśmy już z wystawą w Świeradowie Zdroju na kongresie dotyczącym turystyki, gdzie Wioletta Samborska będzie miała wystąpienie. Wystawa zrobiła tam spore wrażenie. Będziemy też chciały wchodzić w partnerstwa z miastami, bo marzą się nam murale w miejscowościach na Dolnym Śląsku opowiadające tę lokalną herstorię. Gdyby miasta użyczyłyby przestrzeni i sfinasowały mural, to spełniłybyśmy to marzenie. A prace Lucyny z pewnością będą robić wrażenie w wielkim formacie.

Wioletta Samborska: Taki efekt kuli śnieżnej. Zaczynałyśmy na IV Dolnośląskim Kongresie Kobiet (w 2024 r.) z pomysłem i rozmową na tematy ważne z perspektywy #Szlaku. Rozmowa z Tobą, Olga, i Twoja bestsellerowa książka My Kobiety z Teatru Kalambur. Herstorie, pokazały, że dokumentowanie i promowanie kobiecych historii i dokonań kobiet w dziejach jest bardzo ważne. Otwiera zupełnie nowy, a równie istotny rozdział, dzięki któremu historia jest kompletna. Na kolejnym, V Kongresie, pokazałyśmy efekt pierwszego etapu prac. Potem przyszło zaproszenie na II Forum Turystyki Zrównoważonej, organizowane przez Fundację Symbioza, gdzie nie tylko pokazałyśmy wystawę, ale także zostałyśmy nagrodzone za tę inicjatywę. I wtedy też posypały się propozycje pokazania wystawy w różnych miejscach na Dolnym Śląsku*. Co jest dla nas dużym dowodem uznania pracy.


A czym dla Was jest herstoria? Kiedy się z tym pojęciem spotkałyście?

Magdalena Dyderska
: W moim przypadku chęć wspierania kobiet, opowiadania świata z kobiecej perspektywy jest ze mną od dawna. Byłam wychowana w patriarchalnym domu, w którym wysiłek, praca, dokonania kobiet – nie miały znaczenia. Jako pierwsza powiedziałam – nie. Potem – w miarę zdobywania życiowych i zawodowych doświadczeń – przekonałam się, że kobiety są obecne, aktywne, zaangażowane, tylko… często niewidoczne albo spychane w niepamięć. Z mojego doświadczenia związanego z pracą w turystyce mogę powiedzieć, że kobiety wkładają mnóstwo wysiłku i pracy w to, co robią zawodowo, ale ciągle mają trudność w upominaniu się o swoje, mają problem w sięganiu po wyższe stanowiska, mimo że często jesteśmy od mężczyzn skuteczniejsze i lepiej wykształcone. Wciąż wiele kobiet spotyka tzw. szklany sufit. Im wyżej, tym trudniej. Dlatego powinnyśmy się wspierać. 

Z pewnością jest mi łatwiej, bo mam przy sobie Wiolę, Dorotę (Dorota Seweryn Stawarz), Izę (Izabela Beno) – wspólnie nie tylko pracujemy, ale i angażujemy się w tematy równościowe i wciąż edukujemy. Mocno otworzył mi głowę kontakt  z Profesorką Iwoną Chmurą-Rutkowską w czasie zajęć realizowanych podczas Akademii Liderek Turystyki. Na któryś zajęciach Profesorka przedstawiła się poprzez swoje przodkinie. Powiem na swoim przykładzie, jak to brzmi: jestem córką Jadwigi, wnuczką Heleny i Julii. Potem było wiele ważnych książek, między innymi Chłopki Joanny Kuciel Frydryszak – to wszystko razem złożyło się na chęć najpierw zauważenia i doceniania, a następnie opowiadania herstrorii. Jestem więc uważna na herstoryczne konteksty. Nawet w kontekście używania nowych technologii. Gdy rozmawiam z czatem GPT, to przypominam mu/jej o feminatywach, uczę go/ją feminatywów. Chciałabym, żeby kobiet, ich herstorii, dowodów ich działania było w przestrzeni publicznej coraz więcej. W moim obecnym środowisku pracy odnalazłam na przykład postać profesor Hanny Hirszfeldowej. Nie wiedziałam przedtem, że była to kobieta posługująca się siedmioma językami, niesamowicie inteligentna i gdyby nie jej umiejętności, to zapewne profesor Ludwik Hirszfeld, który jest bardziej rozpoznawalny niż ona, nie osiągnąłby aż takiego sukcesu naukowego. Myślę, że każda z nas, każdy z nas może wokół siebie znaleźć więcej tego typu przykładów. I tu wracamy do wystawy #SzlakDolnoślązaczek – tą ekspozycją chcemy zachęcić inne kobiety do tego, aby poszukały herstorii przeszłej i tej obecnej – wokół siebie. Piszcie o tym, zapraszajcie kobiety do wspólnego działania.

Lucyna Cwiach: Magda powiedziała już tyle rzeczy, że trudno będzie coś dodać. Gdy zadałaś to pytanie, to pierwszym, o czym pomyślałam jest słowo „brak”. Herstoria jest wypełnianiem luki, bo przez wiele lat mężczyźni wymazywali kobiety z dziejów. Odkrywamy wciąż wspaniale herstorie i kobiety. Dość wspomnieć o naukowczyniach, które budowały pierwsze komputery; o Josephine Cochrane, która opatentowała pierwszą zmywarkę. Kobiety często działały bardzo praktycznie, po to, aby ułatwić sobie życie. I kiedyś, i dzisiaj znajdziemy mnóstwo takich przykładów.

Wioletta Samborska: Już wspomniałam wyżej, że herstoria to moja pasja. Dawno temu zaraziła mnie nią Joanna Piotrowska, prezeska Feminoteki, prezentując świat z feministycznej perspektywy. A motywację do zgłębiania tego tematu zaszczepiła mi Profesorka Iwona Chmura-Rutkowska, socjolożka, badaczka, naukowczyni. Te właśnie osoby otworzyły mi oczy na świat z kobietami, a teraz – dzięki temu – ja mogę to wykorzystać i przekazać tę wiedzę dalej. 

W swoim środowisku zawodowym staram się stworzyć różnorodny świat. Tam, gdzie brakuje kobiet bohaterek, wyszukuję je i uzupełniam lukę. Zresztą, gdy myślę o naszym Szlaku, to z tyłu głowy mam książkę Leonie Schöler Okradzione. Jak kobiety napisały historię, a mężczyźni okryli się chwałą. Autorka w swojej przełomowej pozycji ujawnia zaskakującą historię kradzieży intelektualnych na masową skalę, których ofiarami były kobiety. Dotyczy to kobiet, których już z nami nie ma, więc nawet nie mają szansy upomnieć się o swoje osiągnięcia. Schöler przytacza historię Rosalind Franklin, bez której struktura DNA wciąż mogłaby pozostać tajemnicą czy Milevy Marić, której geniusz matematyczny był fundamentem powstania teorii względności Einsteina. Historie są poruszające, szczególnie że te bohaterki miały odwagę zmieniać rzeczywistość, mimo że świat często odmawiał im uznania. Bardzo polecam tę lekturę, bo obnaża mechanizmy wykluczania kobiet z przestrzeni publicznej. Takie doświadczenia i wiedza motywują mnie do upominania się o miejsce kobiet w historii, także w moim aktywistycznym i prywatnym świecie. Gdy zwiedzam muzea i widzę, że nie ma kobiet (a sporo podróżuję i tropię), to zwracam na to uwagę osobom zarządzającym tym miejscem, że może warto ekspozycję uzupełnić. Jestem uważna na obecność kobiet lub – niestety częściej – na ich brak w przestrzeni publicznej i to jest właśnie dla mnie herstoria. Dbałość o dokumentowanie dokonań kobiet, promocja ich działań, docenianie pracy, szczególnie za ich życia.

W Szlaku Dolnoślązaczek pojawiły się
na ten moment 23 kobiety. Co ciekawe, są to nie tylko postacie z przeszłości, ale też żyjące i działające obecnie, np. Elżbieta Szumska, Olga Tokarczuk, wojewoda Anna Żabska, marszałek Monika Wielichowska i tak dalej. Skąd pomysł, aby połączyć przeszłość i teraźniejszość w jedną opowieść?

Magdalena Dyderska: Kto nie zna przeszłości, nie jest w stanie budować przyszłości – powiedział kiedyś Ludwik Hirszfeld i ja się z tym stwierdzeniem zgadzam. W projekcie opowiadamy o kobietach, które działały w przeszłości, wydobywamy ich herstorię – czasem nawet z czeluści ludzkiego zapomnienia. Ale jednocześnie opowiadając o współcześnie działających kobietach, czy to społeczniczkach, artystkach czy polityczkach – budujemy narrację na przyszłość. Pokazujemy, że to jest ważne. Te światy się przenikają. Każda z nas może znaleźć osobę, które jest dla niej inspiracją, wzorem. Dla mnie jest to Wanda Rutkiewicz, która robiła rzeczy wielkie, odważne, w bardzo męskim świecie. Bywała osamotniona, niezrozumiana, ale mimo wszystko i czasem mimo wszystkich realizowała cele.

Portrety sketchnotingowe autorstwa Lucyny Cwiach, to wizerunek Dolnoślązaczek, a wokół niego zbudowana narrację w chmurkach, a w nich najważniejsze informacje o przedstawianej postaci.



Dla mnie ważna jest Urszula Kozioł, która również pojawia się jako jedna z bohaterek Szlaku Dolnoślązaczek. Chociaż nie tylko. Ale chciałabym zapytać o Wasze inspiratorki.

Dla każdej z nas może to być inna Dolnoślązaczka. Dlatego chcemy, żeby wystawa pokazywała bardzo różne postacie. Musimy pamiętać, że nasze pokolenie za chwilę minie, jesteśmy już czterdzieści czy pięćdziesiąt plus. I trzeba zachować herstorię z naszych czasów dla tych, które przyjdą po nas. Stąd właśnie współczesne bohaterki.

Pomyślałam też, że Wasza wystawa jest czy może być wskazówką dla kolejnych pisarek czy twórczyń zainteresowanych herstorią. Bo naprawdę wystarczy się rozejrzeć wokół, aby znaleźć działające kobiety, które robią fantastyczne rzeczy w najmniejszych nawet miejscowościach: sołtyski, prezeski stowarzyszeń, ale też działaczki Kół Gospodyń Wiejskich. Przez ostatnie lata na wsi wydarzyła się cicha rewolucja. Wiele bardzo progresywnych idei przeszło właśnie przez te najmniejsze grupy, kobiece kręgi.

Magdalena Dyderska
: Zdecydowanie chcemy, żeby to był jeden z efektów Szlaku Dolnoślązaczek, czyli pisanie herstorii Dolnego Śląska na bieżąco, tu i teraz. Pisząc, opowiadając, planując projekty – możemy o to zadbać. Wspomniałaś o Eli Szumskiej ze Złotego Stoku, która jest ambasadorką lokalnego dziedzictwa czy Annie Żabskiej, pierwszej dolnośląskiej wojewodzie, pokazującej zupełnie nową jakość zarządzania województwem. One naprawdę wiele wysiłku wkładają w promowanie Wrocławia i Dolnego Śląska, są już dolnośląskimi markami. Ale oczywiście chcemy także pokazywać herstorie w mniejszych społecznościach i miejscowościach. Dobrze, że wspomniałaś o paniach z Kół Gospodyń Wiejskich. To one właśnie lokalnie aranżują całe życie społeczne i kulturalne. Piszą projekty, wymyślają wydarzenia, minifestiwale, zakładają organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, angażują sąsiadów. Są liderkami. To jest też herstoria, po którą warto sięgać i ją opisywać.

Lucyna, a Twoja ulubiona Dolnoślązaczka?

Lucyna Cwiach: Wybór nie jest łatwy, ale wymienię dwie postacie. Marię von Maltzan – niemiecką arystokratkę weterynarkę, Sprawiedliwą wśród Narodów Świata, antyfaszystkę. Była bezkompromisową buntowniczką w mrocznych czasach. Koniecznie polecam do przeczytania jej książkę Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia. Następna to Klara Immerwahr, pierwsza kobieta ze stopniem doktora na Uniwersytecie Wrocławskim, która stała w cieniu męża, będąc przy tym wybitną chemiczką. Nie mogła w pełni rozwinąć swojego potencjału, sprzeciwiała się też pracom męża, który zajmował się gazami bojowymi. Nie mogąc powstrzymać jego działań, popełniła samobójstwo. 

Przy okazji chciałam jeszcze wspomnieć o tym, że gdy ostatnio byłam na Forum Kobiet w Dzierżoniowie, to pytałam o przedwojenne i powojenne kobiece postacie związane z tym miejscem. Powojennych znalazło się sporo, ale o przedwojennych nikt nie umiał mi powiedzieć. To jest może właśnie herstoria, która zaginęła i czeka na odkrycie. 


Magdalena Dyderska: Chciałabym jeszcze opowiedzieć o ważnych dla mnie postaciach kobiecych ze Szlaku Dolnoślązaczek. To Joanna Kołaczkowska, a mało kto wie, że dama polskiego kabaretu pochodziła z Dolnego Śląska. Jest wzorem dla wielu: inteligentna, zdystansowana wobec siebie, twórcza, liderka na scenie. Kobieta, która u wielu osób powodowała nie tylko uśmiech, ale i refleksję. I kolejna: Joanna Piotrowska – urodzona w Świdnicy – prezeska Fundacji Feminoteka, wykonująca ogromną pracę na rzecz kobiet. O tym się nie mówi, ale zmianę definicji gwałtu, zawdzięczamy wieloletniej pracy, wieloletnim staraniom właśnie Joanny Piotrowskiej. To ona zaimplementowała w Polsce akcję Nazywam się Miliard. One Billion Rising – ogólnoświatową kampanię społeczną przeciw przemocy wobec kobiet. Efektem tego działania jest powstanie Antyprzemocowej Sieci Kobiet. Wspiera kobiety w najtrudniejszych momentach, organizując między innymi bezpieczne schronienia dla doświadczonych gwałtem. Cały czas rozbudowuje zespół Feminoteki, pozyskuje partnerów dla organizacji, prowadzi szkolenia.

Kiedy w Elblągu jedna z kobiet doświadczyła gwałtu jako tłumaczka na konferencji dla ratowników, to właśnie Joanna zainicjowała dla niej konkretne wsparcie. Kobiety z całej Polski pojechały ją wesprzeć. Joanna jest na co dzień skromną kobietą, która po prostu uważa, że robi, co powinna i może. A moim zdaniem trzeba właśnie o takich osobach mówić i pisać. Wyróżniać je, nagradzać, pokazywać jako przykłady dobrych działań, dobrych praktyk. Jest jeszcze trzecia osoba, o której chciałabym opowiedzieć, Alicja Szatkowska z Milicza, psycholożka, prezeska Milickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych. Kobieta petarda, niezwykle energetyczna, niesamowicie skupiona na poszukiwaniu środków, aby wspomagać osoby z niepełnosprawnościami i ich bliskich.

Wioletta Samborska: Najchętniej wymieniłabym wszystkie bohaterki naszego #Szlaku, bo od każdej coś dla siebie wzięłam. Wcześniej wspomniałam już o Joannie Piotrowskiej, która jest dla mnie ważną postacią. Zresztą, tak jak Magda wspomniała, wszystkie Joaśki to fajne dziewczyny. Podobnie, jak Alicje – Chybicka i Szatkowska, bo akurat obie walczyły i walczą z trudną materią, czyli o godny byt dla osób zależnych. Temat trudny, niewdzięczny, a jednak obie pokazały, że można w tym obszarze dużo zrobić. Chcę jeszcze wspomnieć o Teresie Chmurze-Pełech, architektce i urbanistce, która – już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia – projektowała miasta z myślą o ludziach i naturze. Bardziej jest chyba znana jako pierwowzór postaci Janiny Duszejko z powieści noblistki Olgi Tokarczuk. Zresztą też bohaterki #SzlakuDolnoślązaczek. Jestem ekoentuzjastką, więc współdzielenie świata z naturą z należytym szacunkiem jest dla mnie istotne, stąd Teresa Chmura-Pełech to dla mnie ważna postać.

Pewnie mogłybyśmy wymienić jeszcze wiele takich postaci. I dobrze, jest z czego czerpać. Wróćmy jednak do #SzlakuDolnoślązaczek. Oprócz prac Lucyny Cwiach jest też przygotowana mapka i jak rozumiem, można wędrować, poznając herstorie poszczególnych miejscowości.

Magdalena Dyderska: Mapkę znajdziecie  na stronie Fundacji na Rzecz Równości, ale też będzie ona w dużym formacie wędrowała z wystawą. Mamy też na niej kod QR, który prowadzi do poszczególnych biografii.


A będzie może do tego jakaś aplikacja?

Jeśli pozyskamy na nią środki, to tak. Aplikacja była jednym z elementów projektu. Mamy też taki pomysł, aby oznaczać miejscowości podobnie, jak we Wrocławiu – tu są krasnale, więc może jakiś symbol związany z herstorią pojawi się w dolnośląskich miejscowościach. Jeszcze nie wiemy, co to będzie. Wiele, nie ukrywam, zależy od finansowania.

Na koniec bardziej osobiste pytanie. Wszystkie jesteście zaangażowane społecznie. Dlaczego to robicie, co wam to daje?

Lucyna Cwiach: Sporo o tym myślałam. Sądzę, że to kwestia tego, w jakim miejscu się urodziłam i środowiska, w jakim wyrosłam. Pochodzę z Cieszyna, a to jest po pierwsze miasto na granicy, na styku kultur, ale też przestrzeń, w której wyraźnie zaznaczają swoją obecność mniejszości. Na przykład społeczność Ewangelików Augsburskich. W tym właśnie wyznaniu zostałam wychowana. Na Śląsku Cieszyńskim Ewangelicy stanową połowę społeczności, jednak w Polsce już są zdecydowanie mniejszością, miałam więc tego świadomość. I to mnie uwrażliwia na równowagę, sprawiedliwość społeczną, żeby te mniejszości pokazywać. Dlatego chcę dawać siłę tym mniejszym i słabszym. I nie oszukujmy się, mimo że my, kobiety mamy dużo więcej praw niż kiedyś, to jednak wciąż nie mamy pełni praw. Był też taki czas, gdy mocno się zaangażowaliśmy (razem z mężem – przyp.red.) w protesty uliczne, kiedy w 2015 roku prawica doszła do władzy i zaczęło się ograniczanie już mocno ograniczonego prawa do aborcji. Poznałam też wtedy mnóstwo społecznie zaangażowanych ludzi.

My także poznałyśmy się na ulicy podczas demonstracji Strajku Kobiet.

Tak, to prawda. Było we mnie wtedy wiele buntu, wyszłam więc na ulicę z transparentem Moja brocha, chodziłam z nim wszędzie. Ulica, protesty to był wyzwalacz. A pierwsze Buntowniczki urodziły się z Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek Eleny Favilli i Franceski Cavallo, które czytałam córce wieczorami. Zaczęłam więc rysować herstorie.

Wioletta Samborska: Zaangażowanie społeczne daje mi poczucie sprawczości. Mam wpływ na swoją decyzję i działania, biorę odpowiedzialność za to, co robię i czego nie chcę akceptować. Prowadząc przez wiele lat warsztaty z asertywności i budowania pewności siebie z klientkami z Fundacji na Rzecz Równości – sama uczyłam się i zresztą nadal uczę, stawiania własnych granic, używania języka, który włącza, ale też odwagi mówienia „nie”, może też konsekwencji mówienia „tak” i – mojego ulubionego – działania mimo strachu, czyli wychodzenia poza strefę komfortu. Moje poczucie sprawczości to są małe akty, jak np. nazwanie problemu; zadanie trudnego, a często i niewygodnego, pytania; czy wreszcie w odmowie udawania, że „tak już jest”. Codziennie, te moje małe akty odwagi, dają mi motywację do większych działań. Wiem, że to brzmi idealistycznie, ale czuję się człowiekiem czynu i daję sobie prawo do korekty poglądów czy przyznawania się do błędu. Z wielką chęcią korzystam z możliwości uczenia się od innych kobiet, a to mam właśnie dzięki mojej działalności aktywistycznej. Zawsze szukam rozwiązań, więc nie czekam na idealne warunki, tylko biorę co jest z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Bywa różnie, ale mam w głowie poczucie, że zawsze warto.

Magdalena Dyderska: Przede wszystkim ważne jest dla mnie przeciwdziałanie różnym formom przemocy, to potrzeba wynikająca z osobistego doświadczenia. To droga, która głęboko wynika ze mnie i mojej historii. Poza tym zauważyłam, że angażowanie się w projekty związane z kobietami daje mi energię i odwagę. Chcę więc dać innym kobietom poczuć tę siłę, dać im przestrzeń, w której mogą rozmawiać ze sobą bez oceniania. Przestrzeń, w której mogą się czuć sobą i być wobec siebie wspierające, a nie krytyczne i rywalizujące między sobą. Mam w sobie dużego wewnętrznego krytyka i zmagam się z syndromem oszustki. Poczuciem, że nie jestem wystarczająca na przykład, by robić różnorodne rzeczy, które jednak – mimo wszystko – robię. A jak wiemy, zwykle ocenia się kobiety jako niewystarczające. Chcę więc sprawić swoimi działaniami, aby kobiety myślały o sobie dobrze i wiedziały, że nie są obywatelkami drugiej kategorii. Zauważcie, jak to wybrzmiewa w języku – umniejsza się i kobiecie, i naturze, mówiąc np. głupia jak kura.

Podczas gdy już wiadomo, że kury są inteligentnymi stworzeniami. **

Ktoś, kto ciągle jest pomniejszany; wciąż o tym słyszy; czuje, że jest gorszy. Dlatego musimy pracować nad sprawiedliwym podziałem przestrzeni między płciami. Dlatego zwracam uwagę na raniące dowcipy o blondynkach, teściowych, seksistowskie żarty itd. Głośno się temu sprzeciwiam, bo to nie jest śmieszne, to jest szkodliwe. Mam córkę i nie chcę, aby ktoś jej mówił, czego może, a czego nie. To są dla mnie oczywiste rzeczy, ale dla wielu osób wychowanych – nie boję się tego powiedzieć – w źle pojmowanej i nierozumianej religijnej kulturze – nie są. Jest i cena, bo mówienie o tym, że jest się feministką, naraża na ostracyzm, wyzwiska, ośmieszanie, także na hejt. Wynika to po prostu z braku zrozumienia, że feminizm jest opowieścią o równości, niezależnie od płci. Patriarchat mocno rani, ogranicza i zniewala także mężczyzn. A najbardziej mnie boli, gdy dostajemy hejt od innych kobiet. Dlatego też bardzo doceniam, gdy dostaję od kobiet wsparcie. Wiele wsparcia dostałyśmy właśnie przy Szlaku Dolnoślązaczek – to jest także bezcenna wartość tego projektu.

Dziękuję za rozmowę!

Przydatne linki, jeśli zainteresował Cię ten temat:
Fundacja na Rzecz Równości: https://fnrr.org/
Stowarzyszenie Dolnośląski Kongres Kobiet: https://sdkk.pl/
Rysująca Ręka – Lucyna Cwiach: https://lurysy.com/

Otwarcie wystawy w czasie V Dolnośląskiego Kongresu Kobiet:
https://fnrr.org/otwarcie-wystawy-szlak-dolnoslazaczek-podczas-dolnoslaskiego-kongresu-kobiet/

Przypisy

* W momencie publikacji tej rozmowy wystawa #SzlakDolnoślązaczek jest eksponowana – dzięki zaangażowaniu Posłanki Jolanty Niezgodzkiej, Wiceprezeski Stowarzyszenia Dolnośląski Kongres Kobiet oraz pod honorowym patronatem Marszałek Moniki Wielichowskiej – w Sejmie RP. Posłanki, Posłowie, gościnie i goście Sejmu będą ją oglądać od 19 do 25 stycznia. A warto wspomnieć, że w każdym tygodniu przez Sejm przewijają się setki zwiedzających go osób. Będą więc miały okazję bliżej poznać dolnośląską herstorię.

**O tym, dlaczego kury nie są wcale głupie, czyli lepiej sprawdzić, co mówi nauka niż co twierdzi stereotyp:
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C412615%2Cod-kur-mozemy-sie-wiele-nauczyc.html

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *