Jak być mądrą babcią?

beata borucka portret

Foto: archiwum prywatne Beaty Boruckiej

Jest takie wydarzenie w życiu kobiety, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. To moment, gdy zostaje babcią. Choć zwykle towarzyszy mu euforia, pojawia się również wiele pytań – także takich, które obawia się komukolwiek zadać.

My się nie baliśmy! Zapytaliśmy o to, co gra w duszach i leży na sercach współczesnych babć. Zapytaliśmy o przepis na mądrą babcię – i uzyskaliśmy odpowiedź!

O rozmowę poprosiliśmy Beatę Borucką, twórczynię facebookowego fan page’a Mądra Babcia, który niebawem dobije do 3000 fanów. Beata ma wiedzę i odwagę potrzebne do wskazywania babciom i dziadkom kierunku, w którym mogą pójść, jeśli zechcą. A przede wszystkim ma doświadczenie, bo wszystkie metody wypróbowała na sobie. I na swoich wnukach, rzecz jasna!

Mądra Babcia… czyli kto?

Beata Borucka jest mamą dorosłej córki Marty i babcią trojga wnucząt: 8,5-letniego Antka oraz 4,5-letnich bliźniaków, Stefanii i Gustawa. Zawodowo absolwentka Akademii Medycznej, psycholog biznesu. Wieloletni menedżer w międzynarodowych korporacjach, obecnie coach i trener biznesu prowadzący własną firmę szkoleniową.

Odkąd pół roku temu zapałała miłością do… drewnianej deski, została rękodzielnikiem – tworzy deski kuchenne zdobione żywicą, które można zobaczyć i kupić na stronie ART energy. Uwielbia gotować, stąd pomysł na jej kolejny fan page – Żarcie w dechę. Pisze wiersze i poetyckie bajki dla dzieci, które inscenizuje z całą rodziną w domowym Teatrze Za Szafą. Żona z odzysku, w dobrych relacjach z dziadkiem wnucząt. Twierdzi, że pierwszy mąż jest jak naleśnik – z reguły nieudany… Rok temu wyniosła się z mężem do lasu i mieszka w drewnianej chacie z czerwonym dachem. Ma dwa psy – kanapowego yorka o wdzięcznym imieniu Tosca i leśnego przybłędę nazwanego literacko Karusek.

Śmiga sportowym samochodem, wiecznie się odchudza i wiecznie jest przy kości. Uwielbia biesiadować i karmić gości, śpiewać przy ognisku i potańczyć do świtu. Poczucie humoru i dystans do świata pozwala jej zachować nieustającą radość życia.

Gadatliwa, wszędobylska, roztrzepana i zakręcona – to niby wady, ale jest z nich dumna! Niepoprawna flirciara, uwodzi nawet policjantów w celu uniknięcia kary.

W roku 2017 otrzymała tytuł Kobieta Roku w dziedzinie coaching i edukacja dorosłych.

beata borucka madra babcia

Foto: archiwum prywatne Beaty Boruckiej

Polka50plus.pl: Twój fan page na Facebooku Mądra Babcia zaczyna się kontrowersyjnie. Piszesz, że twierdzenie, że dziadkowie są od rozpieszczania, a rodzice od wychowywania, jest niedorzeczne, głupie i szkodliwe…

Beata Borucka: Ten post miał najwięcej polubień i wspierających komentarzy od… młodych mam! I trochę protestów od babć.

No to wsadziłaś kij w mrowisko… A co w takim razie myślisz o tym, że wnuki kocha się bardziej niż dzieci?

Myślę, że to kolejny mit. To jest stwierdzenie krzywdzące dla naszych dzieci i ja się pod nim nie podpisuję.

Wnuki pojawiają się w innym okresie naszego życia. Jesteśmy znacznie dojrzalsi, bardziej doświadczeni, cierpliwsi, spokojniejsi i mniej zabiegani niż rodzice maluchów. Dlatego nasze dzieci, widząc, że inaczej podchodzimy do wnuków niż kiedyś do nich, przyklejają nam taką łatkę.

My, babcie i dziadkowie, widujemy wnuki od czasu do czasu, więc omija nas etos codziennych, szarych, zwykłych spraw, a do tego, gdy już jesteśmy z wnukami, chcemy sprawić im jak najwięcej przyjemności. Można więc odnieść wrażenie, że nasze uczucie do wnucząt jest rzeczywiście silniejsze, a to przecież duże uproszczenie!

Absolutnie nie widzę u siebie większego uczucia do wnucząt niż do córki. W obydwu przypadkach jestem jednakowo oszalała na ich punkcie!

Wyłania mi się z tego obraz bardzo świadomej matki i babci. To jak było u ciebie z tym babciostwem? Jak Beata została babcią?

Mam jedną córkę, która obdarowała mnie trojgiem wnucząt. Za każdym razem coś było niespodzianką. Najstarszy wnuk pojawił się w nieplanowanym czasie, a kolejna dwójka zaskoczyła nas, przychodząc na świat jednocześnie, bo to bliźnięta.

Zostanie babcią to jedno z niewielu wydarzeń w życiu, na które kompletnie nie mamy wpływu. Babcią zostaje się niezależnie od swojej woli, po prostu nagle się nią jest. Ja w ogóle mam takie poczucie, że na wolność po odchowaniu dzieci mamy jakieś… dwa miesiące. Jeśli nawet dzieci nie udekorują nas we wnuki, to pojawia się temat opieki nad starzejącymi się rodzicami. Czyli od pieluch… do pieluch. Ale to taka humorystyczna refleksja…

A kiedy babcia Beata została Mądrą Babcią? Skąd pomysł na fan page o takiej tematyce?

Kiedy zostałam babcią, zaczęłam się bardzo interesować tematyką rodzicielską, modnie nazywaną dziś parentingową. Byłam pewna, że przez 30 lat od niemowlęctwa córki coś się w tym temacie zmieniło, są nowe trendy, zalecenia, zakazy i nakazy. Poznając te treści, zauważyłam, że istnieją blogi o nazwach: Mądrzy Rodzice, Mądra Mama, Mądry Ojciec… Brakowało mi mądrości dla babci! No to jak brakuje, to znaczy, że trzeba zrobić – i taka jest mało romantyczna historia Mądrej Babci.

Rzeczywiście, dość pragmatyczne podejście. A ja myślałam, że może marzenie o mądrej babci wykiełkowało u ciebie wcześniej – kiedy sama byłaś młodą mamą i miałaś czasem dość zachowania dziadków swoich dzieci. Mogłaś mówić sobie wtedy: „Kiedy ja zostanę babcią, będę zupełnie inna!”

Akurat ja i moja córka miałyśmy szczęście mieć wspaniałych dziadków, więc jedziemy na wzorcu pozytywnym i wręcz to naśladujemy. Babcia Ania, mama mojej mamy, odegrała kluczową rolę w moim podejściu do świata, wierze w siebie i wartościach, jakie mam do dziś bardzo mocno zakorzenione. Moja córka także dostała od babć i dziadków same dobre wzorce, ciepło i bezwarunkową miłość. Ja nie mogę zupełnie nic zarzucić moim rodzicom, jeśli chodzi o bycie dziadkami. Brzmi to dość idyllicznie, ale to prawda. Ja i córka czerpiemy zatem z przykładu pozytywnego.

Skoro więc ty nie różnisz albo nie chcesz różnić się od swoich dziadków i rodziców, to może twoje wnuki również niewiele różnią się od swoich rodziców, gdy ci byli w ich wieku? Jakie są dzisiejsze dzieci?

Przyznam, że w niektórych obszarach nie widzę różnic, a w kilku widzę drastyczne. Choć tak naprawdę to nie dzieci się zmieniły, a świat wokół nich. Są nowe zdobycze cywilizacji, inne jest też postępowanie rodziców, którzy często idą trochę na łatwiznę, kierując się „spychalszczyzną” i „świętospokojostwem”.

Co zatem się nie zmieniło?

Dzieci sprzed ćwierć wieku i te dzisiejsze mają te same potrzeby bliskości, zabawy, ciekawości świata… Tak samo rozpiera je energia, „cierpią” na rozwojowe mądraliństwo i młodzieńczą pyskatość. Tu się chyba nic nie zmieniło.

A jakie zauważasz różnice?

Są one natury zdrowotnej i wychowawczo-cywilizacyjnej. Mamy alarmujące skutki złego odżywiania w postaci otyłości u dzieci. Nie trzeba prowadzić badań, a wystarczy rozejrzeć się na ulicach. I tu wkrada się ten aspekt cywilizacyjny – przetworzone jedzenie, fast food, nadmiar łatwo dostępnych słodyczy, napojów słodzonych i gazowanych. To wszystko nie pozostaje bez skutku dla kolejnych pokoleń. Dlatego rola babci i jej mądrości jest tu bardzo ważna, nie tylko w kontekście ilości, ale także jakości jedzenia oferowanego dzieciom.

Ja od wielu lat w diecie własnej i wnuków unikam produktów wysoko przetworzonych. Wiele rzeczy robię sama, a gotowe kupuję u lokalnych producentów. Nie kupuję przemysłowych słodyczy czy lizaków. Wolę upiec dzieciakom szarlotkę czy brownie. Z drugiej strony, nie jestem oszalała na punkcie chipsów z buraka czy batonów wyłącznie z bakalii, choć z pewnością są one zdrowsze. Myślę że złotym środkiem jest umiar! Szkodliwość buduje skala.

Jeszcze coś jest dziś inaczej niż kiedyś?

Chociażby powszechna „komputerowość” i jej skutki. Dzieci są zarówno przesterowane, jak i apatyczne. Obłęd gier czy nadmiar filmów przywiązuje dzieci do pomieszczeń, mają mniej ruchu niż kiedyś, są mniej na powietrzu, częściej chorują.

Wygląda na to, że jest tylko gorzej!

Nie tylko! W dzisiejszych czasach bardzo podoba mi się wczesna nauka języków i dostęp do świata w postaci niczym nieskrępowanego podróżowania. Mamy dziś światowe pięciolatki… i bardzo dobrze!

babcia z wnukiem

Foto: Pixabay

Dzieci sprzed ćwierć wieku i te dzisiejsze mają te same potrzeby bliskości, zabawy, ciekawości świata… Tak samo rozpiera je energia, „cierpią” na rozwojowe mądraliństwo i młodzieńczą pyskatość.

Widać, że wnikliwie obserwujesz to, co się dzieje we współczesnych rodzinach. Podpatrujesz relacje między pokoleniami i dyskutujesz ze swoimi fanami na Facebooku. Jaki jest najcięższy grzech popełniany przez współczesnych dziadków – i dlaczego?

Na pewno byłoby to zawieranie koalicji międzypokoleniowych, czyli na linii dziadkowie-wnuki. Chociaż nie nazwałabym tego grzechem, raczej działaniem niby w dobrej wierze, a jednak fatalnym w skutkach.

Taka koalicja powinna być zawierana na linii dorosły-dorosły i dopiero trzymając się tego, możemy wychowywać dzieci. Tak samo przecież koalicja typu mama-dziecko w kontrze do taty (lub odwrotnie) jest zła w skutkach dla dzieci!

Jakie jeszcze błędy popełniają współcześni dziadkowie w imię tzw. miłości czy dobra wnucząt?

Trzymanie się wspomnianej przeze mnie koalicji dorosłych z dorosłymi na pewno pozwoli wyeliminować wiele innych błędów. Zaliczyłabym do nich różne dziwne pomysły w zakresie żywienia i ubioru. Łączy je przedrostek „prze-”…

Nie rozumiem…

Przekarmianie i przegrzewanie!

Aaa, czyli słynny samolocik z jedzeniem lądujący w buzi i nieśmiertelne: „Załóż mu czapeczkę, bo się zaziębi!”

Dokładnie! Babcie (tutaj dziadkowie mają z reguły mniej do powiedzenia, bo często działają na pilocie babci) mają pokoleniową skłonność do futrowania dzieci jedzeniem i ubierania ich na Shreka, czyli tysiąc warstw i obowiązkowo kocyk!

Czyli że jednak nie futrować i nie opatulać?

Absolutnie! Wiem, co mówię, bo wkraczamy na terytorium mojego medycznego wykształcenia, które daje mi legitymację do wypowiadania się.

Drogie babcie, jeszcze nikt się sam nie zagłodził! Mój profesor pediatrii, po uniwersytecie wileńskim, na pytanie, co robić, jak dziecko nie chce jeść, mawiał: „Nie dać trzy dni żryć cholierze, a samo przyjdzie!”

Rozumiem, że trzeba brać maluchy na przetrzymanie…

Trochę tak. Trzymać się czasu posiłków i nie dokarmiać pomiędzy, bo kiedy ktoś nie był głodny w obiad, to zgłodnieje na kolację. Nie wmuszamy, nie mówimy: „jeszcze łyżeczkę za mamę”, nie szantażujemy emocjonalnie, szlochając, że „babcia tyle robiła zupkę, a ty nie chcesz?”

Mam jeszcze taki praktyczny trik. Kiedy dziecko nie chce już jeść, warto zapytać: „Czy już się najadłeś?”. Czemu to ważne? Dziecko czasem chce skończyć, bo ma pomysł na fajniejsze zajęcie, więc na pytanie, czy już skończyło, odpowiada, że tak, i leci się bawić. Tymczasem pytanie: „Czy jesteś już najedzony?” kieruje uwagę na inny aspekt i przemawia do innego fragmentu mózgu.

A co z tym ubieraniem na Shreka?

To gruba sprawa, dosłownie i w przenośni. Zasada jest prosta: gdy dziecko się nie rusza, czyli przez pierwszy rok jego życia, zakładamy mu o jedną warstwę więcej niż sobie. Kiedy już chodzi i biega – tyle samo warstw, co sobie, a nawet o jedną mniej! Temperatura w mieszkaniu 18-20 stopni maksymalnie. W Polsce jest też obsesja czapki przy najmniejszym wietrzyku. Tymczasem cała Skandynawia lata z gołą głową do mrozów, skacze z sauny do śniegu i chodzi boso w domu.

Dużo tych zasad… Spróbujmy je jakoś uporządkować. O czym powinna pamiętać każda mądra babcia?

To może dekalog Mądrej Babci?

Świetny pomysł!

Służę uprzejmie:

1. Nie ma ważniejszych osób niż Rodzice.
2. Trzymamy linię porozumienia między dorosłymi.
3. Odstępstwa od zasad ustalamy z Rodzicami.
4. Nie ukrywamy przed Rodzicami żadnych czynów.
5. Nie stosujemy metod niedopuszczonych przez Rodziców.
6. Przeciwstawiamy się zachowaniom agresywnym wobec Dziecka.
7. Nie przekarmiamy i nie przegrzewamy.
8. Pokazujemy gotowość do pomocy bez wspierania na siłę.
9. Nigdy nie krytykujemy Rodziców.
10. Kochamy mądrze i działamy świadomie.

Od teorii przejdźmy zatem do praktyki. To, że dziadkowie nie powinni podważać autorytetu rodziców przy dzieciach, jest jasne, ale przecież nie ze wszystkimi metodami wychowawczymi stosowanymi przez nasze dorosłe dzieci musimy się zgadzać! W jaki sposób z nimi o tym rozmawiać? A może w ogóle nic nie mówić i nie wtrącać się, choć serce boli, a język świerzbi?

Oczywiście, że ze wszystkim, co robią rodzice wobec dzieci, nie musimy się zgadzać. Wolno jest nam mieć własną opinię! Ja jestem zwolenniczką otwartej komunikacji, z zachowaniem szacunku dla odmienności przekonań. Przecież wszyscy, którzy bierzemy czynny udział w wychowaniu dzieci, czujemy się za nie odpowiedzialni!

Można w takich sytuacjach powoływać się na doświadczenia ze swojego życia?

Jasne, doświadczenie życiowe jest zawsze warte przekazania w przyjazny, nieinwazyjny sposób i bez oczekiwań natychmiastowego wdrożenia. Ja często w rozmowach z córką i zięciem mówię, jak postępowałam w danej sytuacji i dlaczego. Pytam też, dlaczego oni postępują, tak jak postępują. Warto rozumieć motywację i cele określonych decyzji i działań.

Podasz jakiś przykład?

Proszę bardzo. Córka zarządziła, że dzieci w dni powszednie nie będą jadły słodyczy. Wyjaśniła mi przyczynę takiej decyzji. Zauważyła mianowicie, że po słodyczach maluchy są bardzo pobudzone i wręcz agresywne. Cała rodzina zastosowała się do tego bez wyjątków. I wiesz co? Rezultat jest znakomity! Wbrew pozorom nawet w weekend, kiedy mamy odpust, dzieciaki wcale nie rzucają się na słodkie z szaleństwem w oczach!

OK, tutaj zgodziłaś się z decyzją córki. A gdybyś jednak znalazła się w sytuacji, gdy każda komórka twojego ciała krzyczy: „nie zgadzam się!”?

Jeśli nawet nie podoba się nam to, co rodzice postanowili wobec dzieci, dostosowujemy się do ich zasad i wymagań. Z tego paragrafu wykluczam jednak wszelkie przejawy przemocy i agresji wobec dzieci. Tutaj mamy obowiązek reagować i protestować aż do zgłoszenia do odpowiednich organów włącznie.

Mocne słowa. Zgłaszać na policję własne dzieci…

W tej sytuacji pokrewieństwo nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Agresja czy przemoc fizyczna jest w naszym kraju wykroczeniem prawnym. To oczywiście drastyczne przypadki, choć wcale nie tak odosobnione, jakby się zdawało.

A co w przypadku dziadków „od święta”? Oni też muszą podporządkowywać się wszystkiemu bez szemrania?

No cóż, ich kontakt z dziećmi, skoro jest rzadki i incydentalny, nie ma wielkiego wpływu wychowawczego, ale muszą pamiętać, że ich rolą jest przede wszystkim nie psuć.

Podsumowując, pozwolę sobie na stwierdzenie, które może dziadkom i babciom zapadnie w pamięć: myśmy mieli swój czas na wychowanie dzieci, a jako dziadkowie współuczestniczmy i dajmy tę szansę rodzicom. Opinię możemy mieć zawsze, ale szanujmy decyzyjność rodziców.

dziadkowie z wnukami

Foto: Pixabay

Dziadkowie mieli swój czas na wychowanie dzieci, a teraz w nim współuczestniczą. Dajmy tę szansę rodzicom. Opinię możemy mieć zawsze, ale szanujmy decyzyjność rodziców. Nie psujmy!

No właśnie, mówisz, że dziadkowie współuczestniczą w wychowaniu dzieci. Tymczasem wielu z nich ma do wnuków dość utrudniony dostęp. Niektóre matki nie chcą „oddawać” swoich dzieci rodzicom, bo uważają, że tylko one są w stanie właściwie zająć się maluchami. W takich sytuacjach dziadkowie cierpią i czują się odrzuceni. Co byś im radziła?

Powiem dość oczywistą oczywistość – nic na siłę. Rodzice mają prawo do decydowania z kim i jak długo będzie przebywać ich dziecko. Jeśli młoda mama obawia się oddania dziecka pod opiekę, to jej wybór.

Niby tak, ale nie sądzisz, że takim postępowaniem można czasem zrobić komuś przykrość, a dziecko mimo wszystko coś traci?

Warto korzystać z czyjejś chęci do pomocy i złapać trochę oddechu, a także budować różnorodność otoczenia dziecka. Izolacja matki i dziecka od otoczenia zaczyna być uznawana przez socjologów za negatywne zjawisko społeczne. Jest powrót do modelu wychowania wioskowego, czyli w stadzie. Mnie się ten trend bardzo podoba!

O, w ten sposób płynnie przechodzimy do mojego kolejnego pytania: co sądzisz o wspólnym mieszkaniu dziadków i dzieci z wnukami? Domyślam się już, że możesz to uważać za dobre rozwiązanie…

Tak, pewnie ku oburzeniu niektórych ja jestem zwolenniczką wielopokoleniowych domów!

Czyżbyś miała przyjemne doświadczenia w tej materii?

Owszem. Taki był mój dom i bardzo dobrze nam to robiło. Dzieci miały relacje z każdym pokoleniem i czerpały z bogactwa doświadczenia i opowieści dziadków. Rodzice mieli szansę na trochę odpoczynku od dzieci. Było super. Poza tym, co jest nie bez znaczenia, w takim środowisku dziadkowie dłużej pozostają sprawni i aktywni!

Z drugiej strony, wszystko zależy od relacji, charakterów i osobowości. Znam rodzinę, gdzie młodzi małżonkowie wyjechali za ocean, byle dalej od jednej z matek…

Twoje doświadczenia rzeczywiście ocierają się o sielankę. Nie u wszystkich jednak jest tak różowo. Niektórym dziadkom jest przykro, że małe wnuczęta się ich wstydzą, nie chcą się przywitać, chowają się za rodzicami, a nawet mówią, że nie lubią babci czy dziadziusia. Są osoby, które naprawdę biorą to bardzo do siebie. Co z tym zrobić?

Zależy, jak często dzieci mają kontakt z dziadkami. Dziadek i babcia widziani rzadko nie różnią się niczym od ludzi, których dziecko nie zna czy zna mało. Relacja z dzieckiem jest pochodną czasu, jaki się z nim spędza. To nie jest przecież personalne i zamiast się obruszać, warto dać się dziecku oswoić i przekonać.

Przekonać? Jak na przykład?

Może warto budować miłe skojarzenia z wizytą dziadków – babcia zawsze przywozi czekoladkę, dziadek ma fajną historyjkę, pójdziemy razem na lody… Ja nie wiem, czy to jest dobre, ale wiem, że działa. To się nazywa działanie behawioralne i może jest lepsze niż stres dla wszystkich z powodu kontaktu.

Mamy też kwestię chorych czy niepełnosprawnych dziadków, których czasami dzieci się boją. Tutaj ogromna rola rodziców w zakresie przygotowania dziecka i wytłumaczenia. To się daje załatwić od dwóch lat w górę. U mniejszych dzieci można odpuścić, do czasu możliwości wytłumaczenia. Ja pamiętam, kiedy moja roczna córka dostała histerii na widok wujka z blizną na twarzy po świeżej operacji… Było bardzo nieprzyjemnie, ale pomogło tylko zabranie małej do innego pokoju.

Weszłyśmy na tematy wagi ciężkiej. To teraz z innej beczki: mamy za sobą wyjątkowo kiepski dzień, do tego może jakaś kłótnia z sąsiadem, guma w samochodzie, przypalony obiad… Generalnie padamy na twarz i mamy wszystkiego dość. I właśnie wtedy dzwoni nasze dorosłe dziecko i mówi, że chciałoby wyskoczyć ze współmałżonkiem do kina wieczorem, co oznacza, że my musimy zająć się wnukami. I co teraz – odmówić, zaproponować inny termin czy wziąć to na klatę, nawet wbrew sobie?

I tu niespodzianka – babcia nic nie musi i to jest najlepsze w tej roli! Genialna przewaga babciostwa nad macierzyństwem! Decyzja, czy pomóc, czy nie, należy do nas. Mamy prawo do asertywności i obrony swoich granic. Podobnie, jak nasze dzieci mogą nie mieć ochoty na naszą wizytę.

Ja akurat dzisiaj odmówiłam pomocy w odebraniu wnuka ze szkoły, ponieważ miałam umówioną wizytę lekarską. Zawsze warto podać powód odmowy i nie robić z siebie królowej matki, co to jak chce, to pomoże, a jak nie chce, to odmówi – i nigdy nie wiesz, na co trafisz.

Mam jeszcze jeden dylemat moralny i potem będzie już tylko lżej – obiecuję! Czy mądra babcia ma prawo czasem mieć dość swoich wnuków, czy może takie uczucia czynią z niej złą babcię i powinna nad sobą popracować? Chodzi mi o sytuację, kiedy na przykład po wyjątkowo intensywnym weekendzie z wnukami marzymy, żeby pobyć trochę same, odpocząć, obejrzeć ulubiony serial… Mamy prawo do takich uczuć?

Ba, to nasze zbójeckie prawo! Ja dość często mam wnuki na kilka dni albo na wyjazdy wakacyjne. Uwielbiam je, ale bywam też nimi zmęczona, szczególnie że jest ich trójka. Nie mam żadnego kaca, że cieszy mnie weekend bez nich. Mało tego, jasno komunikuję córce, że proszę o odbiór przychówku, gdyż bateria mi pada. Miewam tak czasem po dłuższych pobytach wakacyjnych, weekendy są fajne z nimi, ale są też fajne bez nich.

Jesteś wulkanem energii. Jak ty to robisz?

Ja jestem babcią zjeżdżającą okrakiem po poręczy, jeżdżącą na nartach i pływającą w różnych zbiornikach wodnych. Mój najstarszy wnuk mówi, że jestem rokendrolowa i to jest chyba komplement. Podczas ostatnich wakacji nauczyłam czteroletnią wnusię sprawnego pływania. Była najmłodszym dzieckiem bez uzbrojenia wodnego typu rękawki, kółko, kamizelka… Jestem dumna z tego wyczynu, a Stefa wszystkim opowiada, że babcia nauczyła ją pływać!

No widzisz, mnie tego babcia nie nauczyła i nie umiem pływać do dziś… Na szczęście nauczyła mnie wielu innych fajnych rzeczy, choć rokendrolową bym jej nie nazwała 😉 Podobnie zresztą, jak nie nazwałoby się tak wiele dojrzałych kobiet w naszym kraju: wycofanych, niepewnych siebie, sfrustrowanych, zrezygnowanych. W jaki sposób dodałabyś odwagi swoim rówieśniczkom?

Pytasz jak uruchomić babcię?

Lepiej bym tego nie ujęła.

Trudno jest zmieniać człowieka jakimikolwiek radami. Jeśli ktoś jest wycofany i nieśmiały, to pewnie taki zostanie. Mam natomiast wrażenie, że na ulicach polskie babcie są szare i smutne. Czerń, szarość i wszelkie ciemne odcienie królują w strojach dzisiejszych babć. Fryzury też przypadkowe w dziwnych, domowych kolorach.

Właśnie, mam takie samo odczucie!

Drogie babcie, proponuję się trochę ubarwić i zaraz wzrośnie energia i samoocena. Życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a wcześniej to były żarty! Nie dajcie też zdziadzieć dziadkom, bo tutaj przydałby się jeszcze większy tuning. Weźmy się za siebie i za dziadków, a zaraz wstąpi w nas nowa siła. Idźmy z duchem czasu – komputer, tablet, Internet, aplikacje i inne cuda są do opanowania. Trzeba tylko zachować w sobie ciekawość świata i chęć do poznawania nowych rzeczy!

Ważne słowa w świecie, w którym liczy się tylko młodość, a ci, którzy już się nie łapią, stają się niewidzialni.

Taa, kult młodości… Ja powiem frywolnie: miejmy w d… kult młodości, budujmy kult mądrości! Uroda przemija, a piękno jest wieczne!

Gałczyński pięknie napisał w „Hymnie starców”: „Ale choć nam nawala w wątrobie, choć nas męczą zastrzyki i kaszel, śmiało, starcy! Stańmy na głowie! Ziemia młodym. Lecz niebo jest nasze.”

babcia z wnuczka

Foto: Michael Morse/Pexels

Drogie babcie, proponuję się trochę ubarwić i zaraz wzrośnie energia i samoocena. Życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a wcześniej to były żarty! Idźmy z duchem czasu – komputer, tablet, Internet, aplikacje i inne cuda są do opanowania. Trzeba tylko zachować w sobie ciekawość świata i chęć do poznawania nowych rzeczy!

Bardzo to wszystko bliskie założeniom naszego portalu. Polka50plus.pl stawia sobie za cel aktywizację kobiet dojrzałych i odpowiadanie na ich potrzeby. Nawet jeśli one same o tych potrzebach zapominają. Dasz wiarę, że niektórym paniom wydaje się, że skoro mają już wnuki, to są już bardziej babciami niż kobietami?

Przyznam, że nie zauważyłam wpływu babciostwa na moją urodę czy samopoczucie. Kobieta, mama, żona, kochanka, teściowa, babcia, szefowa, pracownica to są naturalne role i pełnimy je przecież jednocześnie.

Z mężem jestem kobietą i kochanką, z córką jestem mamą, z zięciem jesteśmy przyjaciółmi, z wnukami jestem babcią, a w pracy szefową. Każda rola mnie wzbogaca i daje fajne doświadczenia. Im więcej tych ról, tym czuję się bogatsza. Nie mogę doczekać się kolejnej, czyli prababci. Tylko czas pozwala nam na te wszystkie przeżycia, emocje i doznania. Lubię życie w każdej z tych ról!

Bo życie jest po prostu fajne! I wiesz co jeszcze jest fajne? Prezenty! Co mądrzy dziadkowie kupują wnukom w prezencie? Grająco-świecący plastik czy wyłącznie takie zabawki, które mają zrobić z dziecka geniusza?

Generalnie uważam, że najlepszym doradcą jest zdrowy rozsądek. Nie wszystkie zabawki muszą być edukacyjne i nie wszystkie muszą być plastikowym dziadostwem. Gdy dzieci były malutkie, przegadywałam z córką, co im kupić. Teraz zaczynam rozmowę z nimi, co chcieliby dostać, np. na urodziny. Z reguły pada kilka opcji, więc rozmawiam z córką i wybieramy, co wspólnie uznamy za stosowne.

Czasem dzieci mają marzenia niespójne z gustem rodziców i tu się zaczynają schody. Mama tępi np. lalki typu Barbie, a córcia o tym marzy… Wtedy uzgadniam z córką plan działania: babcia będzie dobrą wróżką i kupi takie cudo. W ten sposób babcia zbiera punkty, matka jest rozgrzeszona, a dziecko się cieszy. Same korzyści!

Skoro już jesteśmy przy prezentach… Gdy startowałaś z fan page’em Mądra Babcia, zapowiedziałaś, że niewykluczone, że wystartujesz też z blogiem. I co?

Informuję oficjalnie – będzie blog Mądra Babcia i to jeszcze w styczniu!* A mam i apetyt na książkę… Szukam sponsora, a jak nie znajdę, to sama wydam!

To jeszcze na koniec pytanie, którego nie wypada nie zadać: czego życzy sobie Mądra Babcia w dniu swojego święta, czyli dzisiaj – na Dzień Babci?

Życzę sobie żyć długo i umrzeć młodo!

Zatem tego właśnie ci życzę. Chyba udowadniasz, że nie ma rzeczy niemożliwych! Dziękuję za rozmowę.
*UWAGA! Aktualizacja!

Beata dotrzymała słowa 🙂 28 stycznia ruszył zapowiedziany przez nią blog dla babć! Serdecznie zapraszamy do lektury pod adresem www.madrababcia.pl! I oczywiście trzymamy kciuki!

» A na deser zapraszamy na spotkanie z najprzystojniejszymi dziadkami polskiego show biznesu! Bo nie ma nic bardziej męskiego niż mężczyzna otoczony wianuszkiem wnucząt…

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *