W dojrzałości odzyskałam głos

Bogusia Sobiczewska fot. archiwum rozmówczyni


Z Bogusią Sobiczewską, twórczynią profilu Age Concept rozmawia Olga Szelc

Olga Szelc: Skąd się wziął pomysł na Age Concept @kryzyswiekuśredniego i czym on jest dla Ciebie dzisiaj?

Bogusia Sobiczewska: Ten profil przez lata mocno ewoluował. Najpierw był projektem modowym, było to w czasie, gdy miałam także startup modowy i taki profil był mi po prostu potrzebny do wsparcia działań marketingowych. Potem meandrowałam zawodowo, trochę zmieniały się moje wartości, dojrzewałam i ten projekt też dojrzewał razem ze mną. Feministyczne poglądy miałam zawsze, tu się nic nie zmieniło, ale im byłam starsza i bardziej dojrzała, tym bardziej dostrzegałam to, jak nasza kultura tłamsi dojrzałą kobiecość. Kiedy w moim życiu wydarzyły się jeszcze nagłe zwroty akcji: rozstanie z mężem, wyjście dzieci z domu, to, będąc już po czterdziestce, zadałam sobie takie kluczowe pytanie: czy jestem w miejscu, o którym marzyłam, mając szesnaście lat? Miałam wtedy trochę taki kryzysu wieku średniego i poczucie żalu, że nic mnie już nie czeka. Wtedy zdałam sobie sprawę, że dojrzałość i sytuacja, w której jestem, nie jest wyrokiem, nie jest czymś stałym, to tylko stereotyp kulturowy, który dojrzałe kobiety pozycjonuje w bardzo określony sposób, a przede wszystkim sprawia, że są niewidzialne. We mnie zaś nie było zgody na to, aby stać się niewidzialną, bo byłam długo niewidzialna jako młoda osoba, czułam się kompletnie przezroczysta. Mówi się, że dojrzałość u kobiet to jest czas zamieniania się w wiedźmę – tak, to prawda. Stajemy wobec sumy naszych życiowych doświadczeń i wyciągamy z nich wnioski.

W końcu wiedźma to ta, która wie!

Dokładnie to mam na myśli. A poza tym przecież po 45., po 50., po 60. jest jeszcze przed nami masa życia.

Kobiety w Polsce średnio żyją 84 lata.

Po menopauzie mamy więc jeszcze mnóstwo czasu przed sobą. I co, mają to być lata spędzone między kuchnią, sklepem i kościołem?

Bogusia Sobiczewska fot. archiwum rozmówczyni
Fot. Atena Grygiel

Dla mnie też w tym kontekście ważnym tematem jest to, że zmienia się narracja o byciu babcią. Sama mam wnuki i bardzo je kocham. Chcę budować tę relację i lubię z nimi spędzać czas, ale mam też swoje życie, zainteresowania i projekty, przyjaciół. Cieszę się, że coraz więcej dojrzałych kobiet mówi: ok, mogę pobyć z wnukami, ale to nie jest mój obowiązek. Bo jednak przez lata te obowiązki opiekuńcze: najpierw opiekujemy się dziećmi, potem wnukami, potem wszystkimi chorymi w rodzinie, a na koniec starzejącymi się rodzicami – to wszystko po prostu oddawano kobietom, nie pytając ich o to, czy chcą, czy mogą. A my odkładałyśmy siebie na później. A potem tego później już nie ma.

To wtłoczenie dojrzałych kobiet w schemat opiekunki bardzo mnie wkurzało. Jest irytujące, jak cały system został obmyślony na korzyść kogoś innego, a nie bierze się pod uwagę tego, co czują i czego chcą kobiety, ich predyspozycji, preferencji. Nasze życie jest odgórnie zaplanowane, że my musimy komuś robić dobrze i nie mamy na to wpływu. A jak jeszcze sobie uświadomisz, że nie uczy się kobiet tego, że mają być niezależne finansowo? To jest podstawa, aby mieć głos i móc używać go we własnej sprawie, być swoją adwokatką. Jeśli nie masz zasobów finansowych, nie masz umiejętności zarabiania na siebie, to jesteś skazana na łaskę innych i podatna na przemoc ekonomiczną.


Poza tym, nawet najlepszy partner może zachorować i umrzeć. I co wtedy?

To prawda. A wracając do tematu – poczułam, że w dojrzałości odzyskałam głos. Nie stało się to jednak z dnia na dzień, przeszłam psychoterapię i masę różnych wzmacniających procesów. A potem zgodnie z wiedźmową narracją, pojawiła się chęć, aby to, czego się dowiedziałam, doświadczyłam – przekazać dalej.

Zobaczmy więc ten przekaz. Poruszasz w profilu temat menopauzy…

Przyznam, że bardzo się bałam menopauzy, ponieważ moja mama bardzo ciężko ją przechodziła i to było trudne dla całej rodziny. Bałam się starości, również z tego powodu, że miałam dużo starszego męża i przez długi czas myślałam, że moim głównym atutem jest młodość. I nagle, gdy kończysz 40-45 lat okazuje się, że nie masz już tego atutu. Zaczęłam szukać, gdzie jest mój zasób, gdzie jest moja siła? I stopniowo je odkrywałam. Układałam sobie w głowie, że zasób jest w tym, co mam w środku. Znalazłam ostatnio takie zdanie w internecie, że „celem nie jest wyglądać jak 25-latka, tylko sprawić, aby 25-latki ekscytowały się na myśl o etapie, gdy będą mieć 50-60 lat”. 


I żeby się nie bały.

Tak i żeby się nie bały ani starzenia, ani menopauzy, bo ona może przebiegać bardzo różnie. Praktycznie nie odczułam menopauzy, nie miałam żadnych typowych objawów.

A jeżeli nawet ktoś ma, to współczesna medycyna może pomóc.

Ale właśnie ludzie tego nie wiedzą, ja też tego nie wiedziałam. Jestem osobą mieszkającą w dużym mieście, pracującą, raczej z tej uprzywilejowanej grupy, a mimo to pewnych rzeczy nie wiedziałam. Im więcej nas teraz głośno mówi – bez wstydu – o wszelkich aspektach wiekowienia – nie starzenia się, wiekowienia – to dobrze. Trzeba to robić, trzeba to propagować.

Piękne słowo – wiekowienie. Biorę do osobistego słownika. A skąd ta potrzeba edukowania?

Mam przyjaciółkę serdeczną, która zajmuje się numerologią. Kiedyś mi powiedziała, że w drugiej połowie życia będą się zajmować edukacją. Traktowałam tę przepowiednię trochę jak zabawę, ale… rzeczywiście w pierwszej połowie życia uciekałam przed edukacją. I mimo że studiowałam polonistykę, nigdy nie chciałam być nauczycielką. I patrz, gdzie jestem teraz?

Bogusia Sobiczewska fot. archiwum rozmówczyni
Fot. Fot. Paweł Widurski (po lewej) i Katarzyna Łodzińska (po prawej)



Edukujesz… ale w nietypowy sposób.  W twoim profilu, który od jakiegoś czasu obserwuję, spodobało mi się to, że pokazujesz, jak wychodzisz sama, jak się świetnie bawisz, podróżujesz solo. Piszesz szczerze o medycynie estetycznej, że to może być sposób dbania o siebie, jeśli ktoś tak wybiera.

Dostaję wiele gratulacji za to, że jestem na ten temat szczera. Jednak dlaczego mam ukrywać fakt, że korzystam z medycyny estetycznej? Nie będę przecież udawać 20-latki. Mam 53 lata. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że mam również dobre geny i że odziedziczyłam dobrą aparycję. Moja mama też długo świetnie wyglądała. Ale procesy wiekowienia zachodzą. Patrzę na to w ten sposób: każdy ma swoje poczucie estetyki, ja się z tym, że stosuję medycynę estetyczną, czuję dobrze. A poza tym, jak się nam psuje jakiś organ: serce, płuca, to idziemy do lekarza i naprawiamy, a jak nam się skóra degeneruje, to dlaczego nie mamy jej naprawiać? Nie mam nic przeciwko zmarszczkom, bardzo je lubię i sama je mam. Ale jeśli chcę, aby moja skóra była jędrna, napięta, dobrze odżywiona, to dlaczego nie miałabym o to zadbać? Nie stosuję zabiegów medycyny estetycznej po to, aby ktoś mi mówił, że wyglądam na 20 lat. Nie, ja chcę się podobać sama sobie, taka, jaka jestem, ponad 50-letnia. Chcę aby to, jak wyglądam, odpowiadało temu, co czuję w środku, a ponieważ czuję się żywo, zdrowo, energetycznie, to tak chcę wyglądać. Przyznam, że nigdy wcześniej w życiu nie miałam tyle energii, co teraz. Kiedy miałam trzydzieści lat – byłam zaganiana, zmęczona, skupiona na innych, nie na sobie. Teraz chcę zauważać swoje potrzeby i na nie odpowiadać. Gdy jestem zadowolona i wiodę to życie, które daje mi spełnienie, satysfakcję, to dla innych też jest dobrze. Dbanie o siebie to również jest dbanie o innych.

Tematy, które poruszasz, są bardzo szerokie: moda, recykling, ekologia, przetwarzanie ubrań, przekonania, stereotypy…

Moda, przetwarzanie ubrań to artystyczne zajawki, tak samo jak szydełkowanie, robótki na drutach, haftowanie. Bardzo je lubię i zauważ, że znów są modne wśród młodych ludzi, nawet wśród mężczyzn, choć może jeszcze nie w Polsce. Nie mam jednak specjalistycznego profilu, nie jestem ani lekarką, ani psycholożką, po prostu dzielę się swoimi zainteresowaniami i metodami dbania o siebie z innymi. Jeżeli mogę kogoś zainspirować, żeby był odważniejszy, żeby się nie wstydził, żeby korzystał z życia niezależnie od tego, czy okoliczności sprzyjają – to dobrze. Tak samo jest z chodzeniem na tańce czy podróżami. Pewnie, że lubię z kimś. Ale jeśli nie mam z kim, to trudno, nie chcę sobie odmawiać przyjemności. Bywam, oglądam, słucham i poznaję nowych ludzi. Podzielę się tutaj moim „eksperymentem barowym”. Kilka lat temu, gdy zaczęłam tworzyć podcast i byłam świeżo upieczoną singielką, próbowałam randkować w sieci i to średnio wychodziło. Pomyślałam więc, że zacznę wychodzić do miasta, aby poznać kogoś w rzeczywistej sytuacji. Miałam przed każdym wyjściem stres – a założyłam, że będę tak robić przez miesiąc i oczywiście to ogłosiłam – nie mogłam się więc wycofać. Wychodziłam, siadałam przy barze i obserwowałam otoczenie. Zdarzało mi się siedzieć tak dwie godziny, zagadać z barmanami, czy inni też przychodzą solo. Zauważyłam wówczas, że ludzie przychodzą ze znajomymi i zamykają się w swoich bańkach. To doświadczenie pokazało mi, że wychodzenie samodzielnie pozwala bardziej otworzyć się na ludzi, zauważać innych, co za tym idzie – zwiększa szansę na spotkanie jakiejś ciekawej osoby.

Bogusia Sobiczewska fot. archiwum rozmówczyni
Fot. Bartek Janiczek

Masz też duży dystans do siebie, np. pokazujesz, jak nie wszystko ci super wychodzi. Tak było z nauką kroków do piosenki „Mamma mia” Abby. Pokazywałaś na kolejnych rolkach, jak sobie z tym radzisz.

To mój sposób na zażenowanie, może też na obawę przed ośmieszeniem. Jeśli sama się ośmieszę, to nikt inny przecież już tego nie zrobi. Nie urazi mnie, bo mam do siebie dystans. Musiałam się także tego nauczyć, przez większość życia byłam raczej poważna, cicha, subtelna, czuła na ocenę innych. Ten dystans nabyłam w pracy w branży technologicznej – tam często robi się eksperymenty, a przecież uczymy się nie poprzez sukcesy, ale właśnie upadki. Zmieniłam więc sposób myślenia o błędach czy porażkach. Nawet jeśli coś mi się nie uda, to jest lekcja i jakieś nowe drzwi się otwierają albo powstaje nowy pomysł. Przestawienie myślenia sprawiło, że moja samoocena i energia życiowa się bardzo podniosły.

I – jak wiem – ciągle masz nowe pomysły?

W okresie okołomenopauzalnym miałam wrażenie, że mózg mi się – dosłownie – skurczył. A teraz mam wręcz erupcję pomysłów. Taką eksplozję! Jest tyle tematów, którymi chciałabym się zająć. Muszę tylko czasem się powstrzymywać i mówić sobie: spokojnie, nie wszystko naraz. Jak już wspominałam: na jesieni wracam do nagrywania podcastów. Zaczynam prace przygotowawcze i ruszam – odważniej, z nową perspektywą, większym luzem i poczuciem humoru.

Przyznam ci się, że kiedyś bałam się pięćdziesiątki, a teraz już wiem, że naprawdę nie ma czego. Dopóki żyjemy, zawsze jest szansa na dobre rzeczy, na zmianę. Nie mamy terminu przydatności. Dopóki w sercu jest żar – jest dobrze. Jest też taka teoria naukowa, że natura miała konkretny cel w menopauzie – i nie chodzi tylko o opiekę nad wnukami – chodzi o przekazywanie doświadczenia. Ostatnio trafiłam na artykuł o tym, dlaczego dzikie zwierzęta coraz bardziej wchodzą do miast i coraz mniej boją się ludzi. Podczas odstrzału dzikiej zwierzyny często eliminuje się starsze osobniki. A wtedy nie ma kto przekazać młodym, ciekawskim osobnikom, że zbliżanie się do ludzi to ogromne ryzyko. Brakuje przekazu doświadczeń w stadzie. Do młodości przypisana jest ciekawość, a do dojrzałości – doświadczenie i mądrość. Jako dojrzałe kobiety mamy przecież czym się dzielić. 

Bogusia Sobiczewska fot. archiwum rozmówczyni
Fot. Katarzyna Łodzińska

I tak sobie myślę, że jest w tym jakiś sens: w docenianiu dojrzałości, a więc także w tym, żeby w drugiej połowie życia przekierować energię na coś innego — na edukację, dzielenie się zdobytą wiedzą, mądrością i doświadczeniem. Ty to realizujesz i ja to realizuję. To oczywiście nie musi być model dla wszystkich, ale jeśli ktoś tego chce, to wspaniale, że może to robić i szukać dla siebie różnych rozwiązań. Moim zdaniem to jeden z najlepszych przekazów, jakie możemy dziś zaproponować dojrzałym kobietom.

Dziękuję za rozmowę.


Część I, w której rozmawiałyśmy o profilu i projekcie „Sztuka dla mas”, wystawie i o tym, czy każdy może chodzić na wystawy, przeczytacie tu:

https://www.polka50plus.pl/bogusia-sobiczewska-obcowanie-ze-sztuka-jest-jak-cwiczenia-silowe/

Jeśli zainteresowała rozmowa, zajrzyj koniecznie na profile Bogusi:
https://www.instagram.com/age_concept/

https://www.youtube.com/@kryzyswiekusredniego


Zdjęcie główne fot. Magdalena Bukato


Możesz również polubić…

1 Odpowiedź

  1. Dziękuję za ten tekst. Sama często zastanawiam się, jak nie pozwolić na bycie niewidzialną. Bardzo inspirująca rozmowa o odzyskiwaniu własnej wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *