Wspomnienia zaklęte w przedmiotach

rzeczy ktorych nie wyrzucilem recenzja

Foto: Pixabay

Każdy z nas inaczej radzi sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Każdy z nas inaczej próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, przywołuje inne wspomnienia i odczuwa inne emocje. O tym właśnie jest książka Marcina Wichy – o stracie, o pustce, o tęsknocie. I o tym, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu przedmioty, na które na co dzień nie zwracamy nawet uwagi.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” – książka, która w 2018 roku otrzymała Nagrodę Literacką „Nike” – to lektura inna niż wszystkie, wyjątkowo trudna, ale też bliska i znajoma każdemu z nas. Jest to coś, co warto przeczytać, czego warto doświadczyć, nawet jeśli mamy świadomość, że wywoła w nas smutek i wprawi w zadumę.

» Nie wiesz, jaka lektura na wieczór będzie dla Ciebie najlepszym wyborem? Sprawdź listę książek, które czytaliśmy w 2019 roku!

Trudna i przytłaczająca

Książkę Marcina Wichy w zasadzie ciężko opisać. Podczas gdy inne tytuły często oferują nam porywającą fabułę i podszytą humorem narrację, tutaj spotykamy się z czymś całkowicie innym. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to intymna podróż w świat rozpaczy i utraty pozbawiona jednak zbędnego sentymentalizmu i melodramatyzmu, którego moglibyśmy się po niej spodziewać.

Co zostaje po śmierci bliskiej osoby? Przedmioty, wspomnienia, urywki zdań? Narrator porządkuje książki i rzeczy pozostawione przez zmarłą matkę. Jednocześnie rekonstruuje jej obraz – mocnej kobiety, która w peerelowskiej, a potem kapitalistycznej rzeczywistości umiała żyć wedle własnych zasad. Wyczulona na słowa, nie pozwalała sobą manipulować, w codziennej walce o szacunek – nie poddawała się. Była trudna. Była odważna.
W tej książce nie ma sentymentalizmu – matka go nie znosiła – są za to czułość, uśmiech i próba zrozumienia losu najbliższej osoby. Jest też opowieść o tym, jak zaczyna odchodzić pierwsze powojenne pokolenie, któremu obiecywano piękne życie.

Wprawdzie powyższy opis wydawcy wprost mówi nam, czego możemy się po tej lekturze spodziewać, treść szokuje i wprawia nas w zadumę. Niezależnie od tego, jak wiele dowiemy się o tej książce, nie jesteśmy w stanie przygotować się na to, co w niej znajdziemy. Ta trudna opowieść wywołuje skrajne emocje i porusza już od pierwszych stron.

Sprzedałeś swoją intymność!

Jedynym zarzutem, z jakim spotkałam się w przypadku „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, jest łatwość, z jaką autor dzieli się z nami czymś, co w rzeczywistości jest bardzo intymnym doznaniem. Śmierć bliskiej osoby i zbiór wspomnień, które z nią wiążemy, nie powinny być czymś, co bez wahania pokazujemy obcym osobom. To smutek zarezerwowany dla nas, ciężar, który musimy nieść sami, bez obwieszczania go całemu światu. Tak przynajmniej możemy uważać, dopóki nie zrozumiemy, o co tak naprawdę tu chodzi.

marcin wicha ksiazka o stracie

Foto: Pixabay

Tę nietypową książkę w zasadzie możemy uznać za formę hołdu. Bo to właśnie robi Marcin Wicha – składa hołd swojej zmarłej matce, pokazując światu, kim naprawdę była. Jej siłę, odwagę i indywidualizm, a jednocześnie ciepłą relację, która ich łączyła. W końcu kto może być dziecku bliższy niż matka?

A teraz nie żyje. Siedzę w jej mieszkaniu. Wszystko zniknęło. Zostały tylko książki.
Były naszym tłem. Tkwiły w każdym kadrze. Znałem ich grzbiety, zanim rozpoznałem w czarnych znakach litery. Całe życie z nich wróżyłem. Szukałem puent.

To książka, w której nie musimy doszukiwać się drugiego dna, czytać pomiędzy wierszami – wszystko mamy podane jak na tacy jeszcze zanim dobrze wczytamy się w lekturę. Jest to rzeczywistość, rzeczywistość wyjątkowo ponura i nieuchronna, z którą wielu z nas nie może się pogodzić. Myślę, że zdecydowanie wolelibyśmy znaleźć tutaj drugie dno.

» Lubisz powieści kryminalne? Poznaj jeżące włos na głowie kryminalne zagadki Wrocławia!

Więcej niż wspomnienia

Muszę przyznać, że to książka, którą wyjątkowo trudno ocenić. Dla każdego jest ona indywidualnym doświadczeniem, tak jak całkowicie indywidualna jest utrata i tęsknota, a zwłaszcza ich przeżywanie.

Tym, co każdy z nas dostrzeże, jest z pewnością język, którym posługuje się Marcin Wicha. Na mnie zrobił on ogromne wrażenie – uwielbiam taką oryginalność, bawienie się językiem w sposób swobodny, niewymuszony. Autor nie musi używać wyszukanych słów, by wywołać w nas konkretne emocje, wprowadzić w realia, które dotąd były znane tylko jemu.

Wbrew pozorom, lektura z pewnością spodoba się również wszystkim tym osobom, które na co dzień nie obnoszą się ze swoimi uczuciami lub uważają się za niezbyt czułe. Emocje, które zostały przekazane w „Rzeczach, których nie wyrzuciłem”, wydają się mieć rolę drugorzędną, podczas gdy największe znaczenie ma tutaj rzeczowe przedstawienie kolejnych wydarzeń. Nie znajdziemy tutaj melodramatyzmu i czułych słówek. A jednocześnie wprost uderza nas bliskość łącząca autora i jego zmarłą matkę.

okladka rzeczy ktorych nie wyrzucilem„Rzeczy, których nie wyrzuciłem”
Marcin Wicha
Wydawnictwo Karakter
Kraków 2017
ocena 5 na 5

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *